Ta strona używa plików cookies (ciasteczka) w celach statystycznych oraz by zwiększyć komfort korzystania z serwisu.     [x] zamknij
Jeśli wszyscy zgadzają się w jakiejś sprawie, to znaczy, że wszyscy się mylą.
Mo Udal
HOME TEST ŚWIADOMOŚCI FINANSOWEJ

Klasa średnia, czyli test dla gospodarki

Kondycja klasy średniej (jej rozmiar, przychody i pewność siebie) oddaje faktyczne możliwości wzrostu gospodarki.

Kiedy, tak jak obecnie w USA, klasa średnia się kurczy a jej przychody stoją w miejscu, kiedy serce społeczeństwa traci nadzieję na lepsze jurto, to znak, że z gospodarką nie jest dobrze. I z systemem politycznym też.


Od 1949 r. do 1979 r. udział najbogatszych 10% Amerykanów we wzroście przychodów społeczeństwa wynosił mniej niż połowę, podczas gdy w przypadku dolnych 90% sięgał 55%-80%.


Lecz w latach 80. relacja się odwróciła. W czasach prezydentury Busha-Reagana górne 10% otrzymywało już 80%. Trochę mniej za Clintona, lecz po 2000 r., za George'a W. Busha, udział najbogatszych skoczył do 98%, zaś przez pierwsze 3 lata rządów Obamy – do 116%. Zamożni Amerykanie poszli do przodu, a wszyscy inni się cofnęli.


Od końca Wielkiej Recesji (ponad 5 lat temu) płace, skorygowane o inflację, ani drgnęły, a mediana dochodów gospodarstw domowych zmalała o 2,9%. Jest o 9% niższa, niż w 1999 r. (uwzględniając inflację) i taka sama, jak w 1989 r.


Od 1999 r. roczny dochód gospodarstwa domowego spadł, bez względu na to, jaką grupę bierzemy pod uwagę. Dostosowany do rozmiaru gospodarstwa zmalał, generalnie, o 5 tys. dol. Dotyczy to wszystkich ras (najbardziej ucierpieli Afroamerykanie), a także prawie tak samo małżeństw i gospodarstw, gdzie głową rodziny jest kobieta (nieżonaci mężczyźni radzili sobie najgorzej). Wyższe wykształcenie też nie chroni przed zubożeniem.


Jeśli chodzi o wydatki klasy średniej, obraz wcale nie jest lepszy. Od 2000 r., uwzględniając inflację, czynsze zdrożały o 7%, opieka medyczna o 21%, opieka nad dzieckiem o 24% a edukacja wyższa o szokujące 62%.


Potrzebne są działania na wielu frontach, aby zwiększyć tempo wzrostu gospodarczego i liczby miejsc pracy, i stworzyć zachęty dla przedsiębiorstw, żeby bardziej się dzieliły zyskami z pracownikami. Jednocześnie, musimy zmienić politykę, która podbija koszty życia klasy średniej.


Weźmy wyższą edukację publiczną, która dla ostatnich dwóch pokoleń była główną przepustką do klasy średniej.


Koszt kształcenia studentów, w przeliczeniu na osobę, wzrósł tylko nieznacznie. Koszty dla rodzin podskoczyły przede wszystkim dlatego, że władze stanowe cięły dofinansowanie dla szkolnictwa wyższego, zmuszając uczelnie do podnoszenia czesnego.


Od 2008 r. publiczne dofinansowanie szkolnictwa wyższego, z uwzględnieniem inflacji, zmalało o prawie 2400 dol. na jednego studenta, czyli o 26,7%. Realnie, w 2012 r. spadło do najniższego poziomu od 1980 r. Jeszcze w 2002 r. czesne netto (czesne minus pomoc państwa) stanowiło tylko 30% przychodów ogółem. Dziś jest to już 47%. Nic dziwnego, że rodziny z klasy średniej mają puste kieszenie i zaciągają duże pożyczki.


Ta tendencja wskazuje na głęboko wadliwą politykę. Edukacja policealna jest koniecznym (choć, niestety, niewystarczającym) warunkiem zarabiania na przyzwoite życie. Lecz jest też ważna dla całego społeczeństwa. Jeśli nie uczestniczy ono odpowiednio w finansowaniu dóbr publicznych, prywatne decyzje nie doprowadzą do wytworzenia wystarczających ilości tych dóbr. Podobna logika stoi za tym, że firmy za mało inwestują w szkolenia i badania podstawowe: sektor publiczny musi tę lukę wypełnić.


Władze stanowe i federalne tną wydatki w najgorszy możliwy sposób, kosztem programów, które budują naszą przyszłość. Na razie rodziny z klasy średniej jakoś dźwigają obciążenia, ale na dłuższa metę – zapłacimy za to wszyscy.

 

 

Na podst. The Middle-Class Litmus Test for the Economy, William A. Galston, The Wall Street Journal

 
memes.pl S.A.
ul. Kruczkowskiego 6, 00-412 Warszawa
tel. +48 22 370 23 23
e-mail: biuro@memes.pl
Polityka prywatności